Minęło już półtora miesiąca odkąd rozpoczęłam wolontariat w domu dziecka. Od samego początku, długo, długo przed miałam dylemat - starsi czy młodsi? Podjęłam decyzję, ale czy słuszną?
Pytałam o radę znajomych, rodzinę, nawet na forum w internecie (ojoj, ile ja się wtedy naczytałam, że jestem nieodpowiedzialna, nie nadaję się, nie jestem w stanie odpowiednio się zdystansować i pojąć ogromu ich cierpienia etc). Odpowiedzi były bardzo rozbieżne. Jedni mówili, żeby pójść do starszych, bo dzieci są bardziej ogarnięte, nie brudzą się, można kreatywniej spędzić z nimi czas, same chodzą, można zabrać na spacer, pojechać na wycieczkę, ogólne w większości zostały uznane za te "fajniejsze". Drudzy zaś, że skoro chcę zostać położną - powinnam iść do młodszych. Od początku byłam pewna, że grupa od urodzenia do 1,5 roku życia będzie tą moją. Wątpliwości zaczęły się po spotkaniu informacyjnym. Kompletnie się zamieszałam.
W końcu powiedziałam sobie: dobra! niech będą starsi!
Jestem zadowolona z decyzji, nie mogę powiedzieć, że nie. Ale gdybym miała taką możliwość, spróbowałabym w drugiej grupie. Może wtedy byłabym w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy żałuję swojej decyzji. Z moją dziewczynką jest mi całkiem dobrze, fajnie spędzamy razem czas, dogadujemy się, ale jestem też odpowiednio zdystansowana. Jednak ciągle coś w środku wysuwa mi na przód wyrzuty, że podjęłam niesłuszną decyzję. Nie chcę opuszczać W., poczekam, aż może wróci do domu, albo ktoś ją adoptuje. Wtedy zapytam o możliwość przeniesienia. Teraz nie potrafię się określić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz