Spotkanie numer sześć nie zaczęło się zbyt pozytywnie, bo mała nie chciała ze mną iść na górę. Musiałam ją wziąć na ręce i zanieść, ale tak strasznie się darła i płakała, że aż panie wychylały głowy z pokojów, by zobaczyć co się dzieje... Może mnie już nie lubi? W każdym razie, gdy już weszłyśmy do kulek, wszystko było w porządku. Ostatnio przy krojeniu cebuli przy okazji nacięłam sobie też palca i muszę chodzić w bandażu poza domem, dopóki się nie zagoi. Miłe było, gdy dwie dziewczyny podeszły do mnie i zapytały co mi się stało :) Rozmawiałyśmy trochę obiecałam przynieść im na następne spotkanie owocowe mentosy.
Coraz bardziej mi się tam podoba. Podczas spotkania III, nagle na górę przyszły wszystkie starsze dzieci! Oj, ile wtedy było zabawy! Udało mi się poznać dwóch przemiłych rozrabiaków - chłopców i jeszcze kilka dziewczynek.
Swoją drogą ciekawe, czy opiekunowie planują coś zorganizować na Mikołaja ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz