Dziś byłam odebrać wyniki na nosicielstwo z sanepidu. Ledwo zdążyłam, musiałam zwiać z ostatniej lekcji i dosłownie biec, by zdążyć przed 15. No i byłam na 15:01. Byłam załamana, gdy pokój z wynikami okazał się zamknięty. Na szczęście pani z recepcji była tak miła, że wydała mi je :)
Jutro idę do lekarza medycyny pracy, aby podbił mi książeczkę sanepidowską, później idę do lekarza rodzinnego po odbiór wyników krwi i moczu, a w piątek mam drugie spotkanie w domu dziecka w sprawie wolontariatu. Zdecydowałam się na grupę starszą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz